Z rozporządzenia w sprawie nowych wymagań wobec szkoły zostały usunięte zapisy o konieczności prowadzenia przez szkoły działań antydyskryminacyjnych. W opinii minister Zalewskiej w polskich szkołach nie występuje zjawisko dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie narodowe i etniczne, ubóstwo, orientację seksualną, kolor skóry, niepełnosprawność, mniejszą sprawność fizyczną, wygląd.

Co ciekawe poziom wiedzy pedagogów na temat istoty dyskryminacji, jest żenujący, skoro według badań 60 proc. nauczycieli zdecydowanie zaprzecza istnieniu tego zjawiska w szkole, podając jednocześnie jego przykłady (zdarzenia mające jawne znamiona dyskryminacji nazywają „dokuczaniem”, „izolowaniem”, „wyśmiewaniem”).

Ciekawe, że w ocenie MEN słuszne jest wycofanie ze szkół zajęć dotyczących dyskryminacji. Być może nikt z ministerstwa, z panią Zalewska na czele, nie zauważył, iż w Polsce od dłuższego czasu mamy do czynienia z rosnącą falą rasistowskiej, ksenofobicznej, homofobicznej nienawiści i przemocy.