Jeszcze niedawno Antonii Macierewicz określał Wojskowa Służbę  Informacyjną jako  „niewydolną, niechroniącą państwa polskiego”. Dziś w otoczeniu szefa resortu oraz w polskich placówkach dyplomatycznych działają oficerowie wywodzący się z WSI oraz tacy, którzy ukończyli „moskiewską” szkołę polityczna im. F. Dzierżyńskiego.

Jak w sposób racjonalny można wytłumaczyć fakt, iż strategiczne funkcje w polskiej armii (np. komendanta Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych, dowódcy natowskiej jednostki w Polsce, a także autor Strategicznego Przeglądu Obronnego czy reformy systemu dowodzenia armią), pełnią osoby szkolone w Moskwie? Splątaniem?