Do sądów trafiają akty oskarżenia wobec osób, które przywoziły bliskim, chorym na raka leczniczą marihuanę z zagranicy. Teraz grozi im grzywna i kara pozbawienia wolności od trzech do piętnastu lat za „nabycie znacznych środków odurzających”. Czy resort zamierza ignorować bezduszność sadów, skoro w tych przypadkach nie ma osób pokrzywdzonych, a lecznicza marihuana jest obecnie legalna?

Byłoby dobrze, mimo iż prawo nie działa wstecz, gdyby oskarżeni mogli być w tym wypadku potraktowani łagodniej, biorąc pod uwagę działanie w imię wyższej konieczności (marihuana miała zostać użyta jako środek w leczeniu alternatywnym, w celu złagodzenie bezgranicznych cierpień najbliższych osób, a nie jako substancja odurzająca).

Nie wiadomo, czy resort zamierza przekazać podległym mu prokuraturom sugestię, by w szczególnych przypadkach wzięły pod uwagę okoliczności, które mogą mieć istotny wpływ na ocenę stopnia winy oskarżonych, a także oszczędzą chorych, na rzecz których popełniono przestępstwo, a którym dokłada się cierpienia i stresu.