Jakie to szczęście nie chodzić do szkoły, w szczególności podstawowej. Po reformie oświaty. Choć z drugiej strony dzieciaki lubią zamieszanie tym bardziej jeśli dzieje się kosztem nauki.

Tu i tam dzieci uczą się – z powodu braku miejsc – w kontenerach. Za to w innych szkołach są pustki. Z powodu niedoposażenia sal dzieciaki przenoszą na kolejne lekcje ławki i krzesła z innych pomieszczeń. Brakuje podręczników i nie wiadomo kiedy będą. Uczniowie wędrują pomiędzy szkołami m.in. z powodu braku odpowiednich pracowni w budynkach byłych podstawówek. Bywa, że lekcje kończą się po 18.00 i niektóre zajęcie np. lekcje WF-u  przenoszone są na soboty.

Także nauczycieli „kursują” pomiędzy szkołami w celu „uzbierania” etatu (w samej Warszawie od września b.r. sytuacja ta występuje 10- krotnie częściej niż przed rokiem).

Oczywiście nie wszędzie tak jest. Ale jednak jest. Paskudna zmiana i beznadziejnie przygotowana reforma.