Ministerstwo Zdrowia nie ma pomysłu na rozwiązanie problem braku lekarzy ginekologów na terenach wiejskich i kilkukrotnie wyższą śmiertelność okołoporodową kobiet na wsi w porównaniu z miastami. Z raportu NIK wynika, że na jedną poradnię w mieście przypada średnio 4,5 tys. pacjentek, podczas gdy na wsi – 10 tys.

Odsetek kobiet mieszkających na wsi, które nigdy nie były u ginekologa, jest dwa razy wyższy niż w miastach.  W wyniku ograniczonego dostępu pacjentek do poradni ginekologicznych rzadziej wykrywany jest u nich rak szyjki macicy we wczesnym stadium.

Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie ma kontroli nad poradniami wiejskimi pod kontem przestrzegania przez nie standardów opieki okołoporodowej, co wynika z raportu NIK? Na razie nie słyszymy też o pomysłach Ministerstwa Zdrowia, które miałyby powstrzymać proces zamykania kolejnych poradni ginekologicznych na wsiach. Bo proces ten trwa.